Wszystko stanęło na głowie. Lisa jak jej opowiedziałam co się stało spadła z krzesła i uderzyła głową o kaloryfer. Na całe szczęście nic się nie stało ale przeżyła szok. Jeśli chodzi o mnie i Mika to to jest istny cyrk. On udaje, że nie ma czasu ze mną rozmawiać i wiecznie się gdzieś śpieszy, ja udaję, że nic się nie wydarzyło. No ale się wydarzyło. O mały włos i bym go pocałowała, nie zaprzeczę, że tego nie chciałam ale tak nie można.
Tamtego dnia postradałam wszystkie rozumy, choć zrozumiałam bardzo istotną rzecz. Podoba mi się Mike, bardzo mi się podoba, pociąga mnie, podnieca. Ale to za mało żebym mogła się tak zachowywać.
- Czy możemy... - złapałam go idącego po schodach w piątek.
- Właśnie idę na trening z chłopakami - zaczął kolejną wymówkę.
- Mike, za tydzień mamy bal i chciałam cię tylko prosić o pomoc w wyborze sukienki! - krzyknęłam za nim i o dziwo uśmiechnął się do mnie i nie szedł dalej.
- Tak, jasne, sukienka - przeczesał dłonią włosy. - Wpadnę po ciebie o 17 pasuje?
- Pewnie, do zobaczenia.
Kolejna dziwna rozmowa, przynajmniej zakończyła się sukcesem. Miałam jeszcze dwie godziny do wyjścia na zakupy więc będąc już w domu wykąpałam się i przebrałam w normalne ciuchy.
Zegar co do sekundy wybił wyznaczoną godzinę a rozległo się pukanie do drzwi.
- Idziemy? - spytał Mike stojący na chodniku. Wyglądał na bardzo zmarnowanego człowieka, to pewnie przez tą piłkę nożną.
- Wejdziesz?
Przełknął głośno ślinę jakbym w domu trzymała seryjnego zabójcę.
Ostrożnie wykonał moje polecenie i usiadł na skórzanej kanapie w samym rogu. Teraz to można by go malować, idealne arcydzieło. Przepiękny chłopak którego oczy są zwrócone w stronę okna i błyszczą niczym miliony monet.
- Nie chcesz kupować sukienki, chcesz pogadać o ostatniej sytuacji... - zamknął oczy a jak wykorzystałam ten moment siadając na fotelu na przeciwko. - Nie uciekam od ciebie tylko się boję. Prawda jest taka, że kiedy zaczęliśmy się sobie zwierzać napadła mnie chęć pocałowania cię. Bycia bliżej. Nie wiem dlaczego, przepraszam nie chcę żebyś czuła się niezręcznie przy mnie.
Uśmiechnęłam się bezwstydnie.
- Naprawdę chcę kupić sukienkę - chyba zaczęłam robić się czerwona - doceniam twoją szczerość i proszę więcej mnie nie zlewaj.
Nagle zaczęliśmy się śmiać, śmiać i to tak jak nigdy. Nie było logicznego wyjaśnienia tego co do siebie czuliśmy w tym momencie, ja wiedziałam, że właśnie trzymam w ramionach najwspanialszego człowieka na świecie.
Kupiłam sukienkę i trzeba było przyznać, że była bardzo piękna. Była czarna, do kolana z tiulowym dołem i różowym wykończeniem i kokardą z tyłu. Delikatne ramiączka odsłaniały moje ramiona i obojczyki. Razem z Mikiem zadecydowaliśmy, że najlepiej będzie mi z upiętymi włosami.
Wracaliśmy już z galerii do domu i towarzyszył nam wspaniały humor. W końcu zakupy nam się udały!
Nadrobiliśmy też dni rozłąki i opowiedzieliśmy sobie wszystko co było tylko możliwe. Popatrzyłam na niego pod moim domem, jego włosy swobodnie spadały na czoło.
Kopał kamyk niszcząc swój niebieski trampek.
- Hej Mike! - zawołałam i szybko do niego podbiegłam. Uśmiechnął się szeroko i do mnie mrugnął gdy potknęłam się o wystający krawężnik.
Byłam już przy nim i chwyciłam pewnie za jego szyję i przyciągnęłam jego twarz bliżej. Przytknęłam usta do jego ust. Były miękkie i chłodne. Chyba wstrzymałam oddech kiedy do tego doszło bo odsunęłam się zaraz od niego. To nie był pocałunek, nawet tego nie przypominał. Bardziej wyglądał jak cmoknięcie dzieci w podstawówce.
Mike zamrugał szybko kilka razy ale kiedy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, mnie już nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz