środa, 11 lutego 2015

XIX

Prawda była nieodzowna. Ktoś był w dużym błędzie, albo ja albo cała szkoła w Los Angeles. Czemu wszyscy pajali taką nienawiścią do chłopaka który okazał mi tyle ciepła i zrozumienia? Może pochopnie go ocenili po jego szczeniackich odzywkach? Ja też na początku zmieszałam go z błotem. Wolałam przyjąć taką wersję wydarzeń niż dopuszczać myśl, że jestem tylko jego " panienką na kilka nocy " jak to określił kiedyś Nick. Całą niedzielę poświęciłam moim myślą związanym z nim. Wydawało mi się jakbym znała go od dziecka, jakby nigdy nic złego mi się nie przytrafiło bo był przy mnie. Dziwne.
Konieczne było skupienie myśli na czymś innym. Jutro poniedziałek, powinnam się przygotować jak robi to większość dziewczyn.
Zauważyłam, że każda z nich jest zawsze idealnie przygotowana. Za równo zewnętrznie jak i wewnętrznie. Włosy zakręcone w super falki opadające na ramiona, oczy podkreślone kredką, tuszem i zalotką, usta w maślanym błyszczyku, lekcje odrobione... I ja. Alison Honaker. Oczywiście zmieniłam się odkąd się tutaj przeprowadziłam ale nadal nie mogłam się równać z innymi.

Budzik zadzwonił jak zawsze bladym świtem. Przetarłam klejące się powieki i spojrzałam w piękne odsłonione niebo przez mój cudowny sufit. Szykował się bardzo ładny dzień,  słoneczko przebijało zza szarych chmur. Wzięłam prysznic i usiadłam przy zestawie kosmetyków. Niechcący wsadziłam sobie kredkę do oka. Malowanie się jest denne. Zdecydowałam się ostatecznie na kremowe cienie i arbuzowy błyszczyk. Nic nadzwyczajnego ale nawet ładnie mi wyszło.
- Zrobiłem jajecznicę! - usłyszałam wuja wołającego z salonu.
- Jestem, wyjątkowo zasłużyłam na śniadanie? - spytałam przyglądając się żółciutkiej jajecznicy położonej na talerzu w kwiatki.
- Smacznego słonko. Przejrzyj sobie tego " insta " - zaśmiał się i posłał mnie s powrotem do pokoju.

Wyszłam niedługo później spotykając po drodze obiekt moich rozmyśleń.
Nie zauważył mnie więc tylko przełknęłam ślinę i wypowiedziałam jego imię.

Odwrócił się i uśmiechnął się szeroko.
- Hej - powiedział podchodząc bliżej mnie.
- Hej - teraz rodziło się pytanie. Powinnam go przytulić? Nick tak właśnie wita się z większością swoich koleżanek.
Podniosłam ręce wyżej i na szczęście nie spotkałam się z odtrąceniem. To było nasze pierwsze prawdziwe przytulenie. Objęłam jego szyję a on mnie w pasie. Był taki ciepły a jego ręce mocno mnie przymały bym nie zapomniałam o ich obecności.
Odsunęłam się za chwilę z całych sił próbując zatrzymać w sobie jego cudowny zapach.
- Nie będzie ci przeszkadzać fakt że potowarzyszę ci w drodze do szkoły? - uśmiechnęłam się.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł. - okey nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Stanęłam w miejscu.
- Dlaczego?
Nabrał powietrza w usta i zbliżył się tak abym mogła poczuć jego oddech na swoim karku.
- Znalazłaś się w najlepszym towarzystwie jakie bym dla ciebie wybrał. Lisa to super dziewczyna, otwarta, szczera. Do tego Nick. Jest oblegany przez wszystkie dziewczyny z naszego liceum a i tak to ty mu się spodobałaś. - westchnął. - Nie zmarnuj takich dobrych znajomości przez takiego...
Nie dałam mu dokończyć.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że nie możemy się przyjaźnić? I to tylko dlatego, że ty nie jesteś lubiany? - parsknęłam śmiechem. - Nie interesuje mnie opinia innych na twój temat. A jeśli naprawdę Lisa i Nick mnie lubią to zaakceptują to że mam prawo zadawać się z kim chcę.
- Tak, ale nie chcę żeby zmienili zdanie na twój temat przeze mnie.
Dyskretnie złapałam go za nadgarstek, spojrzał mi prosto w oczy.
- Jesteśmy już spóźnieni.
 Nie odpowiedział nic tylko przeczesał dłonią włosy i poszedł ze mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz